O młodych brodniczanach, którzy sprzeciwili się stanowi wojennemu

Materiał stworzony przez Piotra Grążawskiego
Artykuł pochodzi ze strony www.legendybrodnicy.tnb.pl

Mija dokładnie 28 lat od haniebnego wyroku Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy skazującego pięcioro brodniczan na kary długoletniego więzienia za działalność opozycyjną na początku stanu wojennego. Przypomnę; sąd w składzie kpt. Zbigniew Bromirski (przewodniczący), ppłk Włodzimierz Baziak i mjr Mikołaj Hozakowski, z oskarżenia prokuratora wojskowego ppor. Pawła Ławniczaka wydał wyroki skazujące: Jana Kóża (ucznia brodnickiego LO) na 4 lata więzienia, Mieczysława Łaszewskiego na 3 lata więzienia, Mariannę Łaszewską (studentkę) na 4 lata więzienia, Włodzimierza Szmejchla na 1 rok więzienia, Zbigniewa Zielińskiego (studenta) na 4 lata więzienia.

Gdy 13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny, pierwsze represje ominęły środowisko brodnickich działaczy Solidarności. Mało tego, niemal przez całą niedzielę lokal związku przy ul. Kamionka był czynny i odbywało się w nim coś w rodzaju permanentnego posiedzenia, narad i konsultacji szefów brodnickich komisji zakładowych. Dopiero wczesnym popołudniem podjęto decyzję o ewakuacji i ukryciu najważniejszych dokumentów oraz urządzeń biura. Późnym wieczorem 13 grudnia 1981 roku pięcioro działaczy: Edward Semeniuk, Anna Semeniuk, Aleksandra Warmińska, Adam Raczyński i Hanna Adamowska pojechali do podbrodnickiego gospodarstwa Aleksandra Fąfary i na powielaczu wyprodukowali kilkaset ulotek wzywających do strajku. Rankiem 14 grudnia Edward Semeniuk rozwiózł je po brodnickich zakładach pracy. Sygnałem do strajku miała być poranna syrena w zakładach POLMO. Nic jednak z tego nie wyszło. Nawet w POLMO, pomimo nawoływań radykalnie nastawionych robotników działu narzędziowni zabrakło determinacji. Miasto zastygło sterroryzowane, zniechęcone. A jednak nie całe, bo znalazła się grupa młodych ludzi, którzy nie zamierzali milczeć.
16 grudnia Marianna Łaszewska (studentka), Mieczysław Łaszewski (geodeta), Jan Kóż (uczeń 4 klasy LO w Brodnicy) i Zbigniew Zieliński (student) napisali na zwykłej maszynie, a następnie rozkleili w kilku punktach miasta ulotki. Na jednej z nich napisali; „Robotnicy! Nie pozwólmy poniewierać swoich towarzyszy pracy. Odpowiedzmy na to strajkiem. Walka dopiero się zaczęła, a gdy skończy się zwycięstwem, to po raz pierwszy od 36 lat będziemy wolni! Jeszcze Polska nie zginęła!”
Do akcji niemal natychmiast wkroczyli funkcjonariusze brodnickiej Służby Bezpieczeństwa i ich konfidenci. Nie mieli łatwo, bo pierwszy trop skierowany na „starych” działaczy Solidarności (tych, dzięki wcześniejszemu rozpracowaniu mieli zewidencjonowanych) okazał się fałszywy. Tymczasem, po pierwszym sukcesie młodzi brodniczanie poszli znacznie dalej. Podczas tajnego spotkania w dniu 22 grudnia do grupy czterech wcześniej wymienionych dołączyli Włodzimierz Szmejchel, jego brat Roman i robotnik z Gdyni Mariusz Seweryński. Wówczas postanowili o utworzeniu „Związku Walki o Niepodległość” (ZWON).
Jeszcze na początku stycznia rozkleili na murach Brodnicy ręcznie(!) napisaną odezwę, gdzie m.in. apelowali: „...Zwracamy się do ludzi, którzy nie chcą pogodzić się z aktualną sytuacją. Nie dajcie się zastraszyć stanem wojennym, który jest wymierzony w Solidarność i demokrację w Polsce! Represje są zaprzeczeniem tego, co rząd PRL podpisał w Helsinkach o nie łamaniu praw człowieka. Nigdy nie wywalczymy wolności, jeżeli będziemy biernymi obserwatorami!”.
Członkowie ZWON nie poprzestali na pisaniu i kolportowaniu ulotek. W wielu punktach śródmieścia Brodnicy namalowali na ścianach budynków (czarną farbą) wielkie napisy – hasła m.in.: Wolność dla internowanych, Precz z reżimem i inne. Ich dziełem były też „kotwice” – emblemat Polski walczącej. Zniszczyli też kilkanaście tablic propagandowych, szczególnie zawzięcie dewastując te traktujące o przyjaźni z ZSRR.. Doprowadzali tym do szału miejscowych SB-ków, którzy dostali wsparcie „z terenu”, byle ująć „dywersantów”.
Po jednej z akcji członków ZWON na murach zostały przyklejone mocnym specyfikiem karty, gdzie m.in. widniał tekst: „...Niech zginie ZSRR z czerwonym knurem Breżniewem na czele! Niech żyje wolność!”.
Niestety, była to jedna z ostatnich akcji dzielnych brodniczan. Działania operacyjne SB-ków zaczęły przynosić rezultaty, donosy szpicli (jeden z nich działał w POLMO) pozwoliły na składanie puzzli w coraz bardziej widoczny obraz grupy. Jeszcze w połowie stycznia zdołali rozkleić w mieście ulotki wzywające do protestacyjnego stawiania na parapetach okien zapalonych świec w dniach 19 i 20 stycznia, oraz 30 i 31 stycznia 1982 r. Wtedy, pod koniec stycznia nastąpiła katastrofa. Jednego dnia aresztowano prawie wszystkich. Prawie, ponieważ Roman Szmejchel w porę ostrzeżony zdołał uniknąć obławy i ukrywał się aż do amnestii w lipcu 1983 roku, a Seweryńskiego nie zastali w domu.
Rozprawa odbyła się 20 marca 1982 roku przed Sądem Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. Prokurator wojskowy ppor. Paweł Ławniczak długo i namiętnie plótł o zagrożeniach dla Polski, jakie spowodowała działalność ZWON, a potem bez zmrużenia oka zażądał dla oskarżonych wyroków od 4 do 6 lat więzienia! Sąd pod przewodnictwem kpt. Zbigniewa Bromirskiego skazał Jana Kóża na 4 lata więzienia, Mieczysława Łaszewskiego na 3 lata, Mariannę Łaszewską na 4 lata, Włodzimierza Szmejchla na rok, Zbigniewa Zielińskiego na 4 lata więzienia. Marcina Sewryńskiego schwytano nieco później i skazano na jeden rok więzienia (przesiedział kilka miesięcy).
12 sierpnia 1982 roku warunkowo zwolniono Włodzimierza Szmejchla. 9 sierpnia 1983 roku Sąd POW darował resztę kary (na mocy amnestii) Zbigniewowi Zielińskiemu, zaś Łaszewski wyszedł nieco wcześniej, bo 31 maja (na półroczną przerwę, a Potem Rada Państwa i amnestia go ułaskawiła). Mariannę Łaszewską, której nie przyznano statusu więźnia politycznego (brała udział w głodówce więźniarek Fordonu o przyznanie takiego statusu) przewożono do różnych więzień (Fordon, Grudziądz, Krzywaniec, Fordon), zaś Wojewódzki Sąd Garnizonowy z Zielonej Górze (przewodniczący niejaki kpt. Janusz Lipka) odmówił jej przerwy w odbywaniu kary, w końcu zwolniono po amnestii 26 lipca 1983r.
Najgorzej potraktowano Jana Kuża. Pomimo, że w chwili aresztowania był uczniem czwartej klasy LO w Brodnicy, to 25 maja 1983 roku Rada Państwa odmówiła mu ułaskawienia (decyzję osobiście podpisał jej przewodniczący prof. Henryk Jabłoński). Siedział najpierw w Potulicach (gdzie trafił na jakiś czas do karceru, ograniczono mu dostarczanie paczek żywnościowych), potem w Braniewie, skąd go wypuszczono pod koniec stycznia 1984 roku.
Gdy „bezpieka” zaaresztowała członków Związku Walki o Niepodległość część mieszkańców Brodnicy zorganizowała pomoc dla aresztowanych. Między innymi Benedykt Banasik, Mieczysław Mosakowski, Hanna Adamowska, Tadeusz Łęgowski i Edward Semeniuk przeprowadzili zbiórkę pieniędzy na opłacenie adwokatów. Tymczasem wśród ówczesnej młodzieży brodnickiej ich czyn odbił się szerokim echem. Wkrótce – zwłaszcza wśród nas sympatyków Młodej Polski - znaleźli się naśladowcy. Wprawdzie nie ma dowodów na jakieś zorganizowane działania, ale SB i tak miała sporo pracy przy wykrywaniu sprawców ustawicznie niszczonych tablic propagandowych, napisów, czy kolporterów ulotek.
Piotr Grążawski